​​

 

Temu kogo jeszcze nie ma

 

 

temu kogo jeszcze nie ma

chciałabym napisać list

ale nie wiem kto to będzie

i gdzie mam szukać jego imienia

i co właściwie miałabym mu napisać

 

      przy założeniu:

„drogi człowieku

przyjdź koniecznie

                czekamy"

pewności danych

niespodziewanie

NIE DA SIĘ udowodnić...

 

może więc

ponieważ

przeciwny wariant zdania

eliminuje niezbędność pisania

podpiszę się po prostu:

 

LUDZIE   

                            --

budzę się z przestrachem

czy to wczoraj to byłam ja ?

 

ja powiedziałam

ja zrobiłam

ja mrugnęłam okiem

 

jak to się mogło udać ?

                          --

Dzisiaj

 

narodziło się nowe Dzisiaj

kwili szelestami nocy:

                                                                 

skrzypiącym łóżkiem,

pomiaukiwaniem

i nieuchronnym tykaniem:

dzień starszy o jedną sekundę

                                        godzinę

                                        dobę

 

                 a więc Dzisiaj

                 trzeba wstać

                 myśleć                           

                           i kochać!

                             --

 

 

Фёдору Михайловичу

 

 

choć mówię językiem, którego brzmienia nie lubiłeś

wysłuchaj mnie

zagubiona

    W

wielkiej

przestrzeni

wielkim

bezmyśle

wielkiego

tłumu

 

chylę głowę

 

największej dobroci

największemu milczeniu

największego serca

                       --

Westchnienie

 

Najpiękniejsza szeleszcząca Mowo

tęsknię za Tobą

tu w tym zimnym kraju

mimo, że:

nocy światła,

wino szumi

i tutejszego języka melodia

co dzień do snu mnie kołysze

 

Cisza!

 

podnoszę zdrętwiałe oko

w oczy Miastu spoglądam głęboko

nie wiem czy mnie rozumie,

czy w pędzącym wszędobylskim tłumie

jest choć jedno bliskie tętnienie...

 

i znów

 

rozszczepiam westchnienie -

 

Może tak właśnie wracam do Ciebie

drżąco,

w potrzebie.

 

 

Moskwa 10.2002

                         --

Ofiarom wydarzeń na Dubrowce

 

I.

Syndrom Sztokholmski

 

uwięzieni pośród szarego dnia

przeżywszy noc i nową mając w perspektywie

Oczekujący

pod karabinem

i z karabinem

 

aktorzy jednego spektaklu

słynnego na cały świat,

spór toczy się wokół wolności

dla jednych

i drugich

 

Pudełka telewizorów

śpieszą donieść że

(seria gadających głów

brzmi straszliwiej niż seria wystrzałów):

Oczekujący

zdani są

na milczenie

duszny zapach odchodów

męczący kaszel

płacz dziecka

 

i nadzieję

 

Ale czy to prawda

- spytają widzowie -

ta akcja tak spowszedniała,

wszystkie chwyty są już ograne,

żadnej oryginalności.

 

Oczekującym

z nadzieją

i bez

jest to obojętne

 

w przymkniętych oczach

pragną zwykłej

szarości dnia

 

Moskwa 24.10.2002

 

 

 

 

 

II.

leżę w łóżku

bo wszystko mnie boli

            nogi ręce

            oczy uszy

            i dusza

 

 

 

i wcale już nie chcę wstać

       razem ze światem

       choruję na bezradność

                        bezwładność

                        bez…

 

 

 

W  Teatrze na Dubrowce na przykład

                   grają dziś:

           BEZNADZIEJNOŚĆ

 

 

 

wsłuchani w odgłosy tragedii

próbujemy dokonać interpretacji

dobra

i zła

na próżno

wszystko ginie w powodzi

haseł

reflektorów

oklasków

i wrzasku

 

 

                   ot tak

                   kurtyna dnia

                                 bez

                                 koń

                                   ca

 

Moskwa 25-26.10.2002

 

 

 

 

 

III.

Kaukaska

Czarna Madonno

o skórze koloru śmierci

i zakrzepłych dłoniach

 

na wieki śpiąca

 

jesteś znowu kobietą

zalotną w spojrzeniu

namiętną w westchnieniu

ciepłą w dotknięciu dłoni

                      na brzuchu

    który inne nosi brzemię

            niż paczka trotylu

 

 

Zabito cię kiedy spałaś

            żebyś

        nie zdążyła

            Zabić !

 

 

twoje otwarte usta budzą jednak niepokój

o czym śniłaś

i czy ten grymas to jakieś słowo

Niewypowiedziane ?

 

 

Masz pewnie tyle lat co ja

lecz ja się będę starzała

może urodzę dziecko

i tylko nie wiem co mam mu powiedzieć…

 

 

Och! gdyby choć jeden

wystrzał

błysk

bomby zaćmienie

mogły wybaczać,

 

że cię nie ustrzegliśmy

od zabijania…

 

Moskwa 26-27.10.2002

                               --

Wisławie Szymborskiej

 

 

Z refleksji nieznajomej

 

 

Na wschodzie

gdzie teraz jest moje

„u nas”

otwarłam przybyłą do mnie książeczkę

ot tak

na Chwilę,

żeby przeczekać:

niezliczoną stację metra,

milicję, która legitymuje tylko brunetów,

tłum, ugniatający się łokciem,

melodię języka, z którą płynę bezwładnie

                         i

    w nurcie rzeki

    powstało zawirowanie:

    zatrzymanie czasu

    przeniesienie przestrzeni,

    szmer innej mowy wdarł się niepostrzeżenie

    obok mnie pojawił się nowy pasażer

    wsiadł na stacji „Bliskaja”

    okazał się kobietą,

    jak gdyby w moim wieku

    choć starszą na pierwszy rzut oka

    przejechałyśmy kilka przystanków

    rozstając się niespiesznie…

 

 

    w nieznajomej obecności

    być może

    mieści się wartość

    „po co”

 

 

Moskwa 7.11.2002

                        --

Dziwnie jest czytać własną myśl

wiedząc o niej tzw. wszystko -

znudzona i pusta lektura.

można mieć jedynie nadzieję,

że w niedookreśleniu słów

istnieje jeszcze coś czego nie wiem,

ale to wcale nie miał być wiersz.

                        --

Annie Andriejewnie Achmatowej

 

 

Aniu

 

Nie umiem ci napisać wiersza,

co byłby równy twoim słowom,

 

ale

 

Moja siostro

potomkini Chanów

zaufam twojemu dumnemu spojrzeniu,

odwadze każdego dnia

w wyrazach uwodzicielskich

i prostych.

                      --

​​Krzysztofowi Kieślowskiemu

 

 

tyle miałabym ci do powiedzenia

 

o niepojętej bliskości,

śladzie istnienia

Zostawionym,

niebieskim zawierzeniu,

mlecznym odcisku nadziei,

niemym dotknięciu

Obecnym w kolorze czerwieni

 

które daje siłę

 

od jednej z nieznajomych Weronik

 

 

 

                              --

 

 

 

O sobie

 

próbuję zebrać

z kropli rozsianych

mgnieni nieznanych

własną opowieść

            wiersz

      lub słowo chociaż

 

        ja

 

tam i tu

ciągle jakoś na przekór

niecałkiem tam

i nie zawsze tu,

niepewnie

może

inaczej

wysupłując przestrzeń

spod palców dojrzałości

pragnień i woli

czekania lub trwania

 

kto

jeśli już

nie

dlaczego

?

pytajnik

przed następnym

wyrokiem

 

 

Wiosna

 

I.

Stambuł

w rozedrganym powietrzem oddechu

stawia pierwsze kroki wiosna.

 

Co cię tu może zwiastować

w mieście Południa?

 

nie ma upartych przebiśniegów,

ani burzliwych kawalkad nieba,

chmury rozstępują się za jednym zamachem

i na zawsze,

słońce wprowadza się bez zbędnych znaków zapytania,

w maszerujących twarzach nie czuje się zdziwienia

 

A jednak

i tutaj

jak wszędzie

Ziemia

pragnie ciepła.

 

II.

w rwącym nurcie dźwięków

próbuję złowić

swoje

ja

 

 

EURO-

AZ-

JA

 

Stambuł

 

śpiewa miękko, wysoko,

jak naczynie rozwarte głęboko

rytmem kroków,

krzykiem

Boga,

Mew,

i człowieka:

bez porządku

bez gniewu

bez wieka

 

 

 

III

szemranie wojny

wdziera się w kolorowość ulic

wątłą zmarszczką napięcia na twarzach

 

Igrzyska

 

uruchamiane ekranem telewizora

i gdzieś

w odległości jakichś kilometrów

 

oglądamy je wszyscy

bo co mamy innego do roboty

właściwie...

 

lepiej się nie przyznawać

do tej Ziemi

„nie naszej”

 

IV

nie prostakiem chcę być

ale prostym

 

w krzyżówce ulic

dukaniu głosek

zawiłości losu

i mętności głosów

szukam

adresu

dźwięku

i sensu,

choć nie uniknę

bzdury

i lęku

                          --

Połów

 

 

Słowa zapamiętane w innym języku

istnieją

z twarzą, gestem, okrzykiem,

z historią dodaną jak balast w koszu balonu

w przestwór wypływają z wolna

bez przekonania.

 

Nigdy nie będą tłustą linijką w słowniku,

abstrakcją –

tylko w dźwięku i wzorze nieznania.

 

Sensy miewają różne,

w kalejdoskopie cwałującej mowy

śmieją się i zawodzą,

lecz wolność nie jest im dana.

 

Łowione na wędkę słuchu

pragnieniem rozumienia -  

lśniące łuski głosek

dźwięczą w pamięci

długo po zjedzeniu znaczenia.

                          --

K

 

 

 

miasto rodzinne

znad Wisły

widziane z lotu ptaka

wydaje się

małe

niczym ziarna piasku

przesypywane

w klepsydrze

wczoraj i dziś,

Stare i Nowe

w porządku niepełnym i wątłym

zastanej rzeczywistości.

 

ja i ono

 

przestaliśmy porozumiewać się wprost,

wkraczając na scenę aluzji i niedopowiedzeń,

czasu, w którym nie byliśmy razem.

nie kochankowie,

lecz małżonkowie z długoletnim stażem

idziemy w przyszłość z niemożnością rozwodu,

co nas łączy?

 

parę wspólnych desek zwanych domem?

                          --

Przychodzi do mnie diabeł

ale

nie za rozpustę

nie za kradzież

nie za zbrodnię

 

Przychodzi i siada

w schludnym pokoju

poprawia ostatni, nierówno odłożony

Skrawek kartki

 

Zakłada nogę na nogę

Wygładza koniuszkami palców

swój nowy garnitur

dokładnie przeciera okulary

 

W jego ruchach nie ma nic

zbędnego

ani krztyny szaleństwa

                          --

Czy byłoby nietaktem

zapytać kwitnącą jabłoń

skąd wziął się smutek?

A czy mrówka

zapytana,

raczyłaby przerwać

        choć na chwilę

swoją pracę.

i jak zachrzęściłby piasek pod nogami?

A woda,

czy zechciałaby dalej odbijać twarze?

 

 

I dlaczego to pytanie brzmi jak każde inne,

a te same litery układają je na papierze?

                          --

Remis

 

 

Na fali niezdecydowania,

której lekkość ciąży

przy każdym ruchu

uprzykrzona sylwetka wolności

i zaspana wiara we wszystko jedno

płyną wytrwale łeb w łeb.

Żadna nie chce wysunąć się ni o milimetr,

uporczywie zwalczają wszelkie przychylne podmuchy wiatru,

jeśli trzeba

wystawią swoje ramiona na najostrzejsze słońce.

 

Dwa białe żagielki w porowatej toni oceanu –

nieśmiałe urozmaicenie jedności błękitu,

 

Z punktu widzenia brzegu

wszystko wskazuje na nieuchronność słowa remis.

 

Lecz znużeni sędziowie trwają uparcie na mecie.

Na ich spłowiałych czołach

odbiła się już niejedna konfiguracja horyzontu,

częstotliwość zmarszczek utrzymuje oczy w pozycji stałej.

 

Dziedziczne przeczucie,

że wszystko może się jeszcze zmienić

jeśli w dali zamajaczy siwy punkcik odwagi.

                          --

Szanowna pani Samotność

 

piszę do Pani

w nadziei na zrozumienie

i wyrozumiałość.

Wiem doskonale, że jest Pani wszechwładna,

podlegają Pani

samotni i zakochani,

wielcy i mali,

źli i dobrzy,

szemrząca, płynąca ulica,

i cichy dom z zapalonym światłem.

Staraniem wszystkich

staje się Pani niewidzialna,

i niezmiennie

pusta ulica napawa tym samym lękiem,

a zapadła wśród zgiełku cisza wydaje się

co najmniej niezręczna.

Nikt nie chce o Pani słyszeć,

zawzięcie z jakim zatrzaskują się przed Panią drzwi

budzić może doprawdy wewnętrzny sprzeciw,

bo przecież

jest Pani najwierniejsza z najwierniejszych,

nie opuści Pani nikogo -

cierpliwie wyczeka kiedy pogasną

ostatnie światła,

chłodną dłonią przetrze spocone twarze...

 

a jednak do ostatniej chwili

zachowuje Pani

Milczenie

 

z wyrazami szacunku

JB

                          --

Na początek

 

(Kubusiowi)

 

Krucha istota

w moim wnętrzu

stwarza sobie

swój wszechświat.

Po raz pierwszy,

wyciąga dokądś ręce

i fika koziołki

w przestrzeni nowych zapytań.

 

Wcale nie wie,

że to jeszcze nie wszystko.

Wkrótce wszechświat

rozszerzy się,

uciekając w lata świetlne

niedościgłe i obce.

 

Rozdzielimy się,

spoglądając w inne strony.

I już nie będę wiedzieć

czy zagrzewać do walki,

czy zachować dyskretny dystans?

 

A ty, mój mały?

 

Pozostanie ci pościg

za radością i smutkiem.

                          --

Wiosna 2013

 

 

Wiosna spóźniona tego roku

Pęcznieje pożądaniem dnia

W pąkach, w obłokach, w kory soku

Pragnienie słońca, ciepła drga.

 

Mami koronką drobnych liści

Zachwytem ptaków bez imienia

Obietnicami, których ziścić

Nie może już bez światłocienia.

 

Na prostej ścieżce kałuż oczy

Zasypał śnieg pachnących zjaw

O wiośnie mówią bez zdziwienia

To ona ich marzenia zna.

 

Nic nie mów,

nie ma w niej zbawienia

Każdy tu liść już o tym wie

Kochania wzór się nie zamienia

W liczenie kwiatów, pszczół i drzew.

                          --

a dziś padał tylko deszcz

i nie powstał żaden wiersz

wobec tego

w beznatchnieniu

uciekając podnieceniu

można się pogrążyć w słowa

rytmy

zdania

bezmyślania

                          --

Beznatchnienie

 

Chciałam napisać wiersz,

Od jakiegoś czasu noszę w sobie takie pragnienie,

Miło byłoby, gdyby jakiś wiersz udało mi się napisać,

Staram się przypomnieć sobie, jak to było, kiedy pisałam wiersz,

Tęsknię za tym, żeby znów pisać wiersz,

Wyobrażam sobie wiersz już napisany,

Czytam go w myślach wielokrotnie, starając się wywrzeć wrażenie na słuchaczach,

Jest już na końcu języka…

 

Lubię go,

Jest trochę wesoły, trochę smutny, odrobinę zamyślony, bywa nawet szczęśliwy,

Pragnie uwagi i odrobiny ciszy,

Woli wysłuchania i ciepła zaufania.

Zwykł posługiwać się dialektem serca,

W związku z tym pali się dość szybko,

Z jego popiołów wznosi się tylko zwykły żuraw,

smukłym rysunkiem tnący nabrzmiałą kopułę nieba.

 

marzy by być odważnym, nieustraszenie przeciwstawiać się potędze zwątpień,

stara się wierzyć,

ma nadzieję

gorąco kocha

 

lekkość przestworzy

i ciężar samotności.

                          --

moja modlitwa

 

Zbudowana jest z promieni słońca, wschodzących o porankach w dziecięcym pokoju

-  spotykam je czasem w pośpiechu mojego Teraz.

 

Utkana jest z dotyku bliskich, którzy odeszli,

- przytulam się do ich dobroci i milczenia.

 

Rozciąga się w przestrzeni geograficznej

Eurazji

- czasem się buntując, czasem szukając pokory.

 

Wypełnia moje słowa,

Kiedy pragnę czegoś, co nie jest w ich mocy.

i, gdy za coś dziękuję

w zachwycie i zdumieniu.

 

Otula ciepłem

Skute zwątpieniem ciało

Prosząc strach o wyrozumiałość.

 

Zakuta w te same wyrazy

Staje się bezużyteczna

Niestrudzenie poszukuje więc innych języków.

 

Nie wiem nawet, czy ma jednego Boga,

Ale żegluje wśród twarzy i słów,

które kocham.

                          --

między Europą i Azją

jest Ural

albo Bosfor

 

a między Joanną i Asią ?

                          --